Strona główna Kontakt Mapa Strony
Dzisiaj jest Sobota 04 Lutego 2012, Imieniny: Andrzeja, Mariusza
Wersja polska  Deutsche version  English version  
Szukaj w serwisie
SZUKAJ
 
AKTUALNOŚCI HISTORIA SERWIS GOSPODARCZY EDUKACJA INSTYTUCJE KULTURA SPORT TURYSTYKA URZĄD MIEJSKI W DĘBNIE DANE STATYSTYCZNE MIASTA PARTNERSKIE SYMBOLE KOMUNIKACJA WĘDRÓWKI PO DĘBNIE GALERIA KONTAKT 
 
Gospodarka
 
Kultura
 
Sport
 
Ogłoszenia
 

 

Liczba odwiedzin
.: 14378574 :.

Informator Kulturalny
Pn
Wt
Sr
Cz
Pt
So
Nd
 
 
 
 
 
 
 
 
Zgłoś imprezę
Górzyca… „Zapach”… KOD…

We wtorek, 13 lipca Teatr KOD rozpoczął swoje kolejne wędrowanie: dosłownie i w przenośni. Celem naszej wędrówki była Górzyca w woj. lubuskim. Tym razem pod okiem naszego nieocenionego instruktora, pana Anatola Wierzchowskiego, zebrała się „stara gwardia” (by było bardziej elegancko – „zaprawiona w bojach”), czyli Magdalena Tkacz, Marta Jędras, Paula Jarmołowicz (asystentka) i Bartosz Mazurkiewicz. Tę wybuchową mieszankę dopełnił Marcin Charęza – młodszy aktor KOD-u, który mimo swojego wieku, wiedział o co chodzi.

Mówiąc nieco trywialnie udaliśmy się na warsztaty, których celem była praca nad najnowszym spektaklem (o zagadkowo brzmiącym tytule) „Zapach”. Takie sformułowanie nie oddaje jednak w pełni tego, co przeżyliśmy. Pracując – rozwijaliśmy się, odpoczywając – integrowaliśmy się, spacerując – czerpaliśmy energię ze słońca (którego było aż nadto). Ale do rzeczy...


 

Wtorek – dzień pierwszy

Bez problemu dotarliśmy na miejsce. Naszym oczom ukazał się piękny górzycki Dom Kultury w kolorze prawdopodobnie pomarańczowym. Bardzo miło przywitała nas pani Dyrektor i oprowadziła po całym obiekcie. Do dyspozycji mieliśmy salę gimnastyczną, kawiarenkę oraz mniejszą salę w dolnej kondygnacji budynku – pracownię plastyczną. Warunki idealne! Do tego dwuosobowe pokoje z łazienką. Następnie, po rozpakowaniu się, wyruszyliśmy na obiad do restauracji pobliskiego kompleksu sportowo – rekreacyjnego. Pyszna zupa ogórkowa oraz filet z kurczaka dodały nam energii. Rozpoczęliśmy pierwsze zajęcia. W takim składzie jeszcze nie graliśmy. Wpierw więc musieliśmy jakby przestać się bać i pozbyć się dystansu do siebie. W przeciwnym bowiem razie dalsze zajęcia nie miałyby sensu. O to wszystko postarał się już pan Anatol, który dobrze wie jak nakłaniać swoich aktorów, by próbowali wydobyć z siebie to, co najlepsze. Więc pierwszy dzień był swoistym poznawaniem: rozgrzewka, śpiewy (próby wydobycia białego głosu), czytanie scenariusza wraz z omówieniem. Najistotniejsze jednak i najtrudniejsze było dopiero przed nami . . .

 

Środa – dzień drugi

Śniadanie, przy którym dziewczęta opowiedziały nam o swoich nocnych przygodach: walce z krwiożerczymi bestiami komarami oraz olbrzymim (dużym jak ręka?) pająkiem. Później nie było już czasu na rozluźnienie. Było jasne, że jeżeli chcemy zrealizować swoje założenia, musimy być maksymalnie skoncentrowani. Wyczerpująca, lecz jak potrzebna rozgrzewka, pierwsza próba początkowych scen, dyskusja nad tym, co jest dobre, co złe, a co niedopuszczalne. Następnie poszliśmy na obiad – znów rewelacyjny. Po posiłku chwila na regenerację. I to samo: rozgrzewka, próba gry, omówienie. Przyszedł czas na kolację: wtedy to dowiedziałem się m.in. jak się robi pomidory po żydowsku.

 

 

Czwartek – dzień trzeci

To był dzień najintensywniejszego działania. Bowiem prócz zwykłych warsztatów, czekał nas jeszcze występ Pauli w monodramie „Ja, baba stara”. Rytm dnia był podobny do środowego, taki porządek działań pobudzał wszystkich do jeszcze efektywniejszej pracy. Po skończonych warsztatach, ale jeszcze przed monodramem pan Anatol wpadł na pomysł, by zaśpiewać dodatkowo kilka pieśni ewentualnym widzom, ale już po występie Pauli. Tak też się stało. Troszkę się obawialiśmy, czy uda nam się należycie przygotować salę do pokazu i czy czasem „technika” nas nie pokona. Nic z tych rzeczy: pierwsze sekundy sztuki i już wiedzieliśmy, że wszystko będzie w porządku. Kameralne otoczenie, miły chłód w sali, skupienie i oczywiście gra Pauli, która zniewoliła naszego oczy i umysły, byśmy z zapartym tchem słuchali historii, którą opowiada. Spektakl ciągle ewoluuje i nabiera nowych znaczeń. Po monodramie podziękowaliśmy pani Dyrektor za takie nas ugoszczenie, Paula wręczyła przepiękną różę wykonaną z bibuły przez naszego instruktora. I jeszcze pieśni: była to mieszanka polska, staroruska, serbska i macedońsko-chorwacka. Ten występ również podobał się publiczności na tyle, że zaproponowano nam występ z okazji II rocznicy otwarcia wioski internetowej w Radówku. Zgodziliśmy się z wielką chęcią. Tak oto powoli dzień trzeci chylił się ku zachodowi.


 

Piątek – dzień czwarty

Coraz więcej do nas dochodziło, ustawiczne „myślenie o spektaklu”, skupienie się na jednym celu, tylko teatr i my – pomagało. Aha! I to wtedy pan Anatol zaaplikował nam „morderczą” rozgrzewkę. Ale wszak nie mieliśmy tam odpoczywać. Kolejna praca nad tekstem i rozwiązaniami scenicznymi. O czternastej wyruszyliśmy do wsi Radówek, by urozmaicić obchody rocznicy swoim śpiewem. Na miejscu zobaczyliśmy niewielki budyneczek zaadaptowany na centrum internetowe, przy nim namiot dla publiczności, prowizoryczna scena, grill i ciasto. Dawno lub nawet wcale nie śpiewaliśmy w tak charakterystycznej scenerii. Wieczorem podjęliśmy próbę połączenia wszystkich zrealizowanych scen i przyjrzenia się efektowi. O naszych przemyśleniach nie chcę się zbyt rozpisywać, by czytelnikowi nie odkrywać przed czasem wszystkich tajemnic. Napiszę tylko, że czasem sami byliśmy zaskoczeni tym, co widzieliśmy. Przyszedł czas na uroczystą, niestety ostatnią, kolację. Pan Anatol przygotował specjalną smakowitą i do tego sycącą potrawę, a na deser były pyszne pączki z różanym nadzieniem.

 

Sobota – dzień piąty

Rankiem przywitała nas długo oczekiwana burza. Upały były dla nas niestety hamulcem w działaniu – i to był chyba jedyny mankament naszego wyjazdu. Po śniadaniu, sprawnie i bez problemu umieściliśmy bagaże w samochodach i pożegnaliśmy się z bardzo miłą panią Teresą. Ruszyliśmy w drogę powrotną: bogatsi o nowe doświadczenia, zadowoleni ze zrealizowanych założeń i radośni, że kolejny raz mogliśmy być razem – w naszej teatralnej rodzinie.

W tym miejscu chcielibyśmy serdecznie podziękować pani Małgosi Gniewczyńskiej, Dyrektorce Gminnego Ośrodka Kultury w Górzycy, za stworzenie nam perfekcyjnych warunków do działania oraz pani Dyrektor Dębnowskiego Ośrodka Kultury za sfinansowanie naszej wyprawy, dzięki temu w spokojnej atmosferze, w pewnym odizolowaniu od naszych codziennych spraw skupialiśmy się tylko na jednym celu. To było naprawdę bardzo ważne. I oczywiście na koniec dziękujemy naszemu profesorowi – Anatolowi Wierzchowskiemu, który jak nikt inny motywuje nas wszystkich (by dawać z siebie jeszcze więcej) do jeszcze większej  koncentracji i zaangażowania, do zaufania sobie nawzajem. Mamy nadzieję, że to wszystko już niebawem zaprocentuje, a efekty tego wszystkiego będą mogły dostarczać naszym wiernym widzom niezapomnianych wrażeń.


Bartosz Mazurkiewicz
 
 
Copyright@2006 UM Dębno
Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego