Największe zagrożenie
Wbrew powszechnej opinii, najwięcej ludzi ginie z powodu wyziębienia organizmu, a nie utopienia się pod taflą lodu. Dlatego nie ma wielkiego znaczenia, czy chodzimy po lodzie płytkiej glinianki, czy wielkiego jeziora. Najważniejsze dla naszego zdrowia i życia są pierwsze chwile po wpadnięciu do wody. Glinianka koło domu może nas śmiertelnie wyziębić równie dobrze jak lodowata woda wielkiego jeziora.
Tego lodu się bójmy
Najgorszym lodem jest tafla zbiornika przepływowego, czyli takiego zbiornika, przez który przepływa struga wody. Nie jest ważne, czy jest to Odra, czy też jakieś małe przepływowe jezioro. Ruch wody wyraźnie spowalnia jej zamarzanie, co jest udowodnione, że odpowiednie mieszanie wody (idealnie czystej wody) może spowodować wyziębienie tejże wody do -20 stopni C, a ta wciąż nie zamarza. W praktyce ta granica temperatury jest znacznie mniejsza, ale ruch wody wywołany przepływem nurtu sprawia, że nad korytem rzeki lód jest znacznie cieńszy, a zatem słabszy i może nie wytrzymać ciężaru naszego ciała. A wtedy kąpiel mamy pewną. Niestety, na zewnątrz taki lód niczym się nie różni od grubego.
Największe zagrożenie znajdziemy na malutkich zalewach niewielkich rzek. A jeśli te leżą na terenie leśnym lub moczarowym, to bezwzględnie przestrzegamy przed wchodzeniem na taflę. Otóż w lasach i grząskim terenie, bardzo często występują punktowe i niewielkie wypływy wody z dna lub wysokich brzegów. Taki strumień wody jest znacznie cieplejszy od
wody w zbiorniku i swoją temperaturą osłabia wytrzymałość lodu. A gdy z dna podnosi się gaz, to również on niszczy strukturę lodu podczas tworzenia się tafli. Na czystym lodzie widać takie miejsca, bo w lodzie tkwią bąbelki gazów, lód jest matowy, porowaty. Ale wystarczy cienka warstwa śniegu, aby ukryć przed naszym wzrokiem lodową pułapkę.
W naszym jeziorze Lipowo przy plaży mamy do czynienia z takim zjawiskiem, gdzie lód jest zawsze słabszy od pozostałej tafii i wtedy może dojść do nieszczęśliwego wypadku. Głupotą jest wtedy wchodzenie w celach rekreacyjnych na tę część jeziora.

Bezpieczny lód
Najlepszym rekreacyjnym lodowiskiem jest zbiornik płytki do 5-7 metrów, użytkowany przez wędkarzy, na którym codziennie ktoś przebywa. Jeśli przytrafi się problem, zawsze ktoś nam pomoże. Wędkarze są zobowiązani do posiadania podstawowego, osobistego sprzętu ratunkowego i na ogół są obeznani z lodem, więc w przypadku załamania się tafli będą umieli pomóc.
Jeśli rodzice chcą zabrać swoje pociechy na lód, to niech wybiorą się na strzeżone lodowisko lub na wędkarskie łowisko, na którym wolno przebywać tylko wtedy, gdy lód ma grubość min. 10 cm (gdy lód jest cieńszy, gospodarz ma obowiązek zamknąć wejście na lód). W biurach PZW zawsze dostaniemy aktualne informacje o grubości lodu w poszczególnych akwenach.
Jak się asekurować
Podstawowym i najtańszym wyposażeniem ratunkowym jest żeglarski kapok. Nie uchroni nas przed wyziębieniem, ale nie pozwoli utonąć. Warto mieć ze sobą linkę (10 m) na ciężarku, którą rzucimy ratownikowi, gdy znajdziemy się w dziurze. By jednak trzeźwo myśleć i podjąć działania ratownicze, musimy być odporni na zimną wodę.
Gdy chcemy wejść na nieznany sobie lód, powinniśmy sprawdzić jego grubość już od pierwszych kroków przy brzegu. Wędkarze w tym celu, na ogół, używają świdra. Tego narzędzia nie będą używać łyżwiarze lub spacerowicze, jednak i oni muszą – bezwzględnie – sprawdzić grubość lodu.
Kilkudniowa odwilż mocno osłabia lód, zwłaszcza, jeśli mocno grzeje słońce. Ponownie wchodząc na lód powinniśmy sprawdzić jego stan.
Nie zbliżajmy się do przerębli rybackich lub zakorkowanych słomą (wentylacja, by uchronić ryby przed przyduchą). Nie wchodźmy na taflę, jeśli widzimy na niej dużą mokrą plamę (nawet podczas mrozu), ani też w pobliżu ujścia dopływu – tu zawsze jest niebezpiecznie, nawet przy mrozach 30-stopniowych.
Ratowanie tonącego pod lodem
Jeśli na kruchym lodzie znajdzie się kilka osób, to nie powinny podchodzić do siebie zbyt blisko. Gdy nastąpi załamanie się tafli lodu i nogi tonącego znajdą się w wodzie, wówczas powinien on szeroko rozłożyć ramiona, aby utrzymać się na powierzchni lodu. Potem, podkurczając nogi pod siebie, musi podjąć próbę wydostania się na powierzchnie i doczołgania do brzegu.
Możemy uratować osobę tonącą, jeśli podamy jej przedmiot, którego będzie się mogła utrzymać. Jeśli to możliwe, to najlepiej - także dla bezpieczeństwa ratownika - ułożyć na tafli lodu drabinę. Ratownik, pełznąc po jej szczeblach, może podjąć próbę dotarcia do poszkodowanego.
Pierwsza pomoc polega przede wszystkim na szybkim wezwaniu pogotowia i ciepłym okryciu poszkodowanego (ochrona przed wychłodzeniem organizmu) oraz podaniu (przytomnemu) ciepłej herbaty (może być z sokiem malinowym). W sytuacji zatrzymania czynności życiowych przystępuje się do resuscytacji krążeniowo-oddechowej.
Zbyt mała ilość lodowisk i brak wyobraźni powodują, że młodzież spędza wolny czas na zamarzniętych jeziorach, rzekach, gliniankach itp. Jeżeli pokrywa lodowa jest cienka, a zbiornik wody głęboki, to zabawy te często mają tragiczny koniec.
Wypadki tonięcia pod lodem oraz czynności związane z akcją ratunkową są szczególnie niebezpieczne. Osoba, która znalazła się w wodzie na skutek załamania się lodu, jest ze względu na porę roku ubrana w grubą (ciężką) odzież, utrudniającą jej własne próby ratowania się. Załamany lód, ewentualne kry lodowe ograniczają pole manewru, co utrudnia możliwość dopłynięcia do brzegu. Istotna jest również niska temperatura otoczenia i wody mogąca całkowicie uniemożliwić pracę kończyn, paraliżując ich mięśnie.
Pamiętaj! W chwili załamania się lodu należy położyć się na jego powierzchni, twarzą do tafli, z rozstawionymi szeroko ramionami i nogami, i spróbować czołgać się do brzegu. W pozycji takiej ciężar ciała jest rozłożony na możliwie największej powierzchni, co może zapobiec tragedii.
Numery służb ratowniczych:
997 - Policja
998 - Straż Pożarna
999 - Pogotowie Ratunkowe
112 – telefon alarmowy - telefonując z telefonu komórkowego dodzwaniamy się do najbliższej jednostki policji. Połączenie jest bezpłatne i można je zrealizować z dowolnego telefonu komórkowego nawet bez logowania się do sieci operatora.
Komendant
Straży Miejskiej
Zbigniew Podziński